Matka Boska mnie ściga

Rozmowy o wierze
Awatar użytkownika
Florian
Posty: 75
Rejestracja: 22 marca 2017, 14:24
Płeć: Mężczyzna

Re: Matka Boska mnie ściga

Postautor: Florian » 15 kwietnia 2017, 10:47

Dziękuje za słowa otuchy, myślę Dominik, że mamy wiele wspólnego, tylko nie potrafię zaakceptować, że tak to się dzieje, chociaż powoli zaczynam rozumieć i chyba dobrze.
Wiesz no... ja to bym chciał, żebyśmy byli ciągle wspierani i szli przez życie ze skrzydłami anioła, naprawdę, na początku uwierzyłem, że wiara nam daje wieczny pokój w sercu, który wcześniej szukaliśmy gdzie indziej. Rzeczywiście, z Nim jest łatwiej, ale na ten moment czuję obawę, że się to wykruszy i w głębi okaże jednym wielkim kłamstwem. Znam siebie, wiem, że nie poradzę sobie bez łask. Paktowałem już ze złem, wiem jak łatwo można zaspokoić sobie swoje troski w sposób podły i niechrześcijański i nadmienie żeby nie było - wierzę, że w Chrystusie jest jedyna prawda i jedyne światło, ale bez otrzymanych łask uwikłam się w kłamstwa, a tą drogą mogę opuścić wiarę. Musicie zrozumieć, że ja nawrócony jestem dopiero od dokładnie 3 miesięcy, prosiłem Go żeby chociaż dał mi znak, tak jak na początku, że On jest naprawdę, mogę cierpliwie czekać, ale jak długo? Aż zgasną światła?

Póki co trwam i to jest najważniejsze, jeszcze ufam, a najbliższy okres napewno dużo zmieni bo z pewnymi rzeczami w życiu będę musiał się skonfrontować ;) Wszystko coraz bardziej sprowadza mnie do 'tu i teraz', jestem już bardziej pokorny i ostatnie dni żyję faktycznie już patrząc tylko na Niego, próbowałem okres wielkiego tygodnia przeżywać razem z Nim, wierzę że teraz zmartwychwstanie i znowu Go poczuję bo przecież sam nie dam sobie rady ;)

Myślę, że będzie dobrze, ale przede mną próba pokonania nałogu, jest to bardzo bardzo trudne, pokornie wciąż proszę Go o pomoc i może to już ten moment. O reszte będe martwił się w przyszłości bo teraz mam taki mętlik w głowie, że już nawet sobie tego nie próbuje wyobrażać. Od początku wiem, że dopiero teraz będzie się działo, ale w głowie męczy mnie obraz, że doprowadzi mnie to do życia bez Niego. Inaczej bym tak nie machał rękami i nogami ^^'

To tyle póki co, życzę Wam spokojnych i radosnych świąt wielkanocnych. ^^'
Jako ciekawostke napiszę, że wybrałem się dzisiaj tradycyjnie do KK na święconke, przestałem go już tak maksymalnie negować jak na początku i od założenia tego tematu w tej kwestii trochę się zmieniło, nie zamierzam spowrotem przyjmować tych sakramentów i wolę niedziele spędzać w protestanckich kościołach, choć dzisiaj się wybrałem i mnie przytkało... masa katolików podchodzi do ołtarza całując przygotowaną do czczenia figurke ukrzyżowanego Jezusa, nie którzy bardzo namiętnie się kłaniając i oddając temu cześć.
JEZU CHRYSTE :strach:

Awatar użytkownika
Dominik
Posty: 74
Rejestracja: 24 marca 2017, 19:52
Płeć: Mężczyzna

Re: Matka Boska mnie ściga

Postautor: Dominik » 15 kwietnia 2017, 10:54

Florian proszę obejrzyj to krótkie wideo, wierzę, że trafi Cie prosto w serce:
https://www.youtube.com/watch?v=n86h_VNFGj0
Ja wciąż o tym zapominam.

oraz książkę audiobooka, którą ja czytałem: https://www.youtube.com/watch?v=I1JnoAq ... tZvsG3Mvpv
NIestety nie można już kupić tej książki ale właśnie ta książka pokazała mi co to znaczy walka z nałogiem.
Nie ja, ale ON, który jest tu i teraz obok Nas!
"Choćby mnie zabił Wszechmocny - ufam,
i dróg moich przed Nim chcę bronić." Hiob13:15

Awatar użytkownika
Florian
Posty: 75
Rejestracja: 22 marca 2017, 14:24
Płeć: Mężczyzna

Re: Matka Boska mnie ściga

Postautor: Florian » 28 kwietnia 2017, 00:17

Zniknąłem juz z forum i nie będę wracał, chciałem tylko napisać dla zainteresowanych, albo gdyby ktoś przeżywał chore jazdy po nawróceniu tak jak ja.

Nie będę chwalił dnia przed zachodem słońca bo nie wiem co będzie się działo w moim życiu za kilka miesięcy dostałem już tak po tyłku, że nie liczę już na wiele, ale na obecny moment przerwałem "uzależnienie" od narkotyków, właściwie to był "nawrót" ale przez splot przypadkowych wydarzeń w ostatnich dniach - kompletnie straciłem na nie ochotę, odreagowałem sobie to błędne koło w przyzwoity sposób i wracam do normalności bo wreszcie czuję się wolny tak jak na początku. Może to przypadek związany z pozytywnym wydarzeniem, może sam Bóg się zlitował i mi pomógł. Nie wiem, wcale mnie to do niego nie zbliżyło, ale też nie oddaliło na amen i wreszcie mogę znów na Niego spokojnie spojrzeć i może zrozumiem to czego wcześniej nie mogłem. Przeżywałem mocne rozterki duchowe, miałem spieprzone święta zmartwychstania, cały ten czas próbowałem odreagować w zły sposób i znaleźć sens, żeby trzymać się "magicznej" wiary, a że zakopywało mnie to niżej to w efekcie całkowicie oddaliłem się od kultu wyznaniowego, teraz żyję sobie w zgodzie z własnymi zdrowymi poglądami i czuję wreszcie spokój porównywalny z okresem nawrócenia, ale lepszy, bez tej wewnętrznej walki, wiem gdzie popełniłem wtedy grzech i teraz spróbuje to naprawić bo czuję się jak bym dostał kolejną szanse, ale z powodu samej przyzwoitości nie będę się z Wami dzielił przekonaniami na temat wiary jakie sobie wyrobiłem, może się jeszcze zaskoczę, ale wole być zrównoważony w tym temacie.
Znalazłem się przez ten ostatni czas w miejscu w którym bardzo nie chciałem być, czego bardzo się obawiałem w chwili "nawrócenia" był to najciemniejszy scenariusz i jestem zły, że tak się stało, choć powoli czuję się normalnie i wracam na tory. Ostatni okres, co widać po tym wątku był obrzydliwy lecz jest już za mną, mam motywację, żeby spowrotem ogarniać życie, może się okaże, że ten czas był dla mnie korzystny tego nie wiem.
Dziękuje Mu za to, że o mnie zadbał, nie potrafię w pełni do Niego wrócić tak jak Wy jesteście, ale postaram się przynajmniej teraz żyć w zgodzie z Jego przykazaniami, podążać za Jezusem bez żadnego buntu. Za dużo już przechodziłem, żeby teraz wierzyć, że wszystko będzie pięknie i Ktoś mi szykuje piękną przyszłość, może tak miało być, nie czuję się z tego powodu źle, może kiedyś to będzie miało większy sens..

Teraz wykorzystam tą szansę, żeby być lepszym, zbliża się okres na który długo wyczekiwałem, fajnie, że mogę zacząć z czystą duszą pragnącą tylko pokoju, o to chyba chodziło w tym wszystkim, ale po tym co się działo nie potrafię znowu zaufać. Jestem zbyt poraniony żeby znów w pełni zaufać, nic nie boli bardziej niż wiara, która obróciła się przeciwko tobie :zażenowanie:
Może to czas, żeby wyluzować, wykorzystać ten czas do stania się lepszym, bezgrzesznym i dać się zaskoczyć. Tylko tyle mi zostało w tej kwestii.
Ale po cichu wciąż wierzę!

Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Duzymis
Posty: 4
Rejestracja: 13 maja 2017, 02:51
Płeć: Mężczyzna

Re: Matka Boska mnie ściga

Postautor: Duzymis » 13 maja 2017, 03:06

Mam nadzieję, że nikogo nie obrażę tym postem. Z góry mówię, że nie chodzę do kościoła na msze, ale staram się obiektywnie podchodzić do kwestii wyznań bo pragnę doznać jedynego i prawdziwego Bożego Miłosierdzia. :) Widzę tu w temacie zbyt poważne podejście do matki boskiej i wygląda troche na fanatyzm, wiadomo, że w katolicyzmie się to praktykuje i sam na to patrze z dystansem, ale słuchajcie, kościół to tylko kościół, On nie musi mówić całej prawdy i być bezgrzeszny.
Matka Boska jest wyjątkową postacią w religii to nie jest byle kto, dlatego oddaje się jej niesłychaną cześć w nadziei, że czuwa tam w niebie i jest w stanie się za nami stawić, ale fakt faktem, modlenie się jako tako do ludzi i szukanie sobie bożków to przesada i nawet okultyzm, ale różaniec np. i inne modlitwy są kierowane głównie do Boga, mimo, że tekst modlitw (powtarzany jak mantra) często wymienia wszystkie byty święte czy nie święte, rozważa się też tajemnice Jezusa. I czy Jezus czy Bóg czy Duch Święty albo jakiś inny byt uznany przez kościół - nie ważne - istnieje tylko Jeden Ojciec i to On ma władze nad wszystkim, my możemy się do niego modlić w sposób jaki nam daje satysfakcję. Modlitwa to modlitwa, nie ważne jaka, ważny jest stan w jakim człowiek się znajduję i jak nawiązuje relację z Bogiem.

Nie ma się co peszyć tym kościołem katolickim, jeśli ktoś podchodzi do niego z dużą urazą to jest to widoczne działanie szatana..
Wiem, że tam panuje syf i jest masa grzechów, nikt nie jest bez winy przecież, ale jeśli Bóg pozwolił na istnienie tego powszechnego kościoła to z głową można go uznawać. Sam nie rozumiem racji nie których kwestii, ale sakramenty mają wg. mnie na celu jedno - utrzymanie się przy wierze namacalnie - bo gdy jesteśmy wolni wyznaniowo to bardzo łatwo się idzie oddalić od Boga :) Chodzi o to, żeby żyć w stanie łaski uświęcającej bo wiadomo, spowiedź nie aktualna do następnej spowiedzi - jak zgrzesze to nie będę mógł przyjmować hostii więc będzie namacalnie dane mi ocenić czy żyje w stanie łaski czy tylko mi się tak wydaję bo "Bozia przebaczy wszystko".

Zastanawiam się nad pójściem do koscioła, ale narazie poszukam jakiś fajnych zborów, bo protestanci wydają się bardziej szczerzy w więzi z Bogiem. Wszyscy jesteśmy Chrześcijanami.

Awatar użytkownika
Samolub
Administrator
Posty: 1210
Rejestracja: 09 lutego 2017, 14:12
Lokalizacja: Kielce
Płeć: Mężczyzna
Nowonarodzony/a: Tak

Re: Matka Boska mnie ściga

Postautor: Samolub » 13 maja 2017, 12:54

Nie przekonałeś mnie ^^'
Samolub
Ewangelizator i Treser Kotów
Poszukujemy osób chcących wziąść udział w tworzeniu radia. Zainteresowani priv z tagiem [RADIO]

Obrazek Obrazek

Guns, Drums & Steel - King's Court
Guns, Drums & Steel - Main Theme
Guns, Drums & Steel - The Stage is Set


Wróć do „Życie chrześcijańskie w Chrystusie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Marek_ i 1 gość